Argumenty zwolenników kary śmierci (prezentowane m.in, na NE przez blogera GPS) są dla katolika nie do zaakceptowania.

Czemu więc nie zakończę na powyższym stwierdzeniu? Ponieważ Polska pod rządami Tuska cofa się cywilizacyjnie i należy się zastanowić, czy warunki, w jakich wielki Papież Jan Paweł II sformułował swe stanowisko mają jeszcze zastosowanie.

 

Pragmatyzm.

Należy stanowczo odrzucić karę śmierci jako prawo do odwetu (szerszą argumentację można znaleźć tutaj). Wątpliwe są także aspekty wychowawcze – w tym siła odstraszania. Papież we wspomnianej encyklice pisze: „Jest oczywiste, że aby osiągnąć wszystkie te cele (naprawienia nieporządku wywołanego przez wykroczenie), wymiar i jakość kary powinny być dokładnie rozważone i ocenione i nie powinny sięgać do najwyższego wymiaru, czyli do odebrania życia przestępcy, poza przypadkami absolutnej konieczności , to znaczy gdy nie ma innych sposobów obrony społeczeństwa”(więcej na ten temat w pracy ks. Tadeusza Ślipko „Kara śmierci w encyklice Evangelium Vitae i w etyce filozoficznej”).

Czemu w związku z tym nie ma w Katechizmie jednoznacznego zapisu: kara śmierci jest niedopuszczalna? Wszak Chrystus uważał, że nasza mowa ma być jednoznaczna: tak – tak, nie - nie.

W wielu kwestiach Kościół przyjmuje postawę, którą można by uznać za pragmatyczną. Już Apostołowie postulowali, by nie nakładać na neofitów „żadnych dodatkowych ciężarów, ponad to, co konieczne”. Ten pragmatyzm nazwalibyśmy dzisiaj po prostu zachowaniem ludzkim. Doskonałość jest celem naszej drogi. Nie może być barierą nie do przebycia. Stanowisko w sprawie kary śmierci wyraża przekonanie, że ten etap na którym była ona akceptowalna mamy już za sobą. Analogiczną sytuację mieliśmy w kwestii rozwodów – tyle, że zmiana nastąpiła jeszcze w czasach ewangelicznych: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było” [Mt 19] . Chrystus nie potępił Mojżesza, ani żyjących wedle jego prawa, ale postawił nowe, twarde wymagania na przyszłość. Nie da się tego zrozumieć bez przyjęcia dynamicznej perspektywy drogi.

 

Droga ku doskonałości.

Chrześcijanie są wezwani do kroczenia drogą ku doskonałości nie tylko jako społeczeństwo, ale przede wszystkim indywidualnie.  Nasza pozycja na tej drodze nie zależy od przyjętych deklaracji, ale przede wszystkim jest kwestią sumienia. To wrażliwość sumienia jest miarą naszej doskonałości. Chrystus był także człowiekiem i Jego droga ku doskonałości miała swój kres w Ogrójcu, gdzie ludzka trwoga został pokonana. Przed Piłatem rzekł:  „gdyby  Królestwo moje  było z tego świata, słudzy moi bili by się o mnie.”  Dodanie do tego: 'ale tak, by nikogo nie zabić' byłoby z pewnością nadużyciem. Chrystus poddał się nie dlatego, że był słaby, ani dlatego, że tylko taka postawa była możliwa do usprawiedliwienia. On już był ponad to...

.

Stosowanie odmiennych zasad przez ludzi będących na różnym etapie swej drogi nie jest niczym dziwnym. Rozwój społeczeństw nie wynika stąd, że wszyscy lepiej rozumiemy co dobre lub złe. Wiąże się on raczej z tym, że ludzie szlachetni zyskują większy wpływ na rzeczywistość.

 

Milcząca zgoda?

Jeśli czasy mamy podłe, a zło zdaje się przeważać, wzrasta ilość ludzi gotowych posługiwać się przemocą. Jeśli to jest zgodne z ich sumieniem, ortodoksyjny chrześcijanin może rzec: niech się dzieje wola Nieba.... Taka postawa nie wydaje mi się sprzeczna z Ewangelią.

 

Dokąd zmierzamy?

Niedawno Jarosław Kaczyński stwierdził, że "zamordowanie 96 osób to niebywała zbrodnia". Co będzie, jeśli się okaże – że to rzeczywiście była zbrodnia? Czy wówczas stwierdzenie Donalda Tuska, że nie sposób ułożyć sobie życia w jednym państwie z osobami takimi jak Kaczyński nie stanie się dla niego tragicznym proroctwem?Czy rozsądna większość społeczeństwa będzie bronić „europejskich wartości”, czy też uzna, że niech się dzieje wola Nieba....? To niestety będzie obrazowało skalę destrukcji naszego społeczeństwa i cofnięcia go w cywilizacyjnym rozwoju. Nie piszę o tym w formie perswazji. To jedynie smutny opis rzeczywistości. Dowodów destrukcji naszego społeczeństwa mamy aż nadto. Trudne warunki ekonomiczne niszczą podstawową substancję społeczeństwa. Nasz „wymiar sprawiedliwości” dzień w dzień udowadnia Polakom, że ze słowem „sprawiedliwość” nie ma absolutnie nic wspólnego. Nasze media kreują obraz rzeczywistości, który coraz bardziej odbiega od doświadczeń wielu obywateli.

To zakłamanie doskonale współgra z coraz większą obłudą rządzących. Na szczyty tej obłudy wspiął się nasz (?) prezydent, który 11 listopada 2012 roku  ubolewał nad podziałami w społeczeństwie. To przekracza nawet obłudę komunistów, którzy wszak nie próbowali się bratać ze swymi wrogami. Przypomina to dążenia totalitarnej władzy, opisane przez Orwella w książce „Rok 1984”. Miłość do swych oprawców to szczyt dążeń totalitarnej władzy. Cóż – mnie nie namówią na takie amory. Chyba też jestem zbyt dojrzały, by dać się opanować nienawiści. Cała ta nędzna „elita”, która rządzi naszym krajem, to dla mnie coś na kształt okropnego smrodu, którego źródła nie można wyśledzić. Przywyknąć do tego nie można,ale bić się ze smrodem nie sposób. Jeśli  jednak komuś  przyjdzie do głowy, aby  przewietrzyć nasz kraj, to przecież nie będę go powstrzymywał w imię ewangelicznych wartości.

 

Problem zła

Pisząc ten tekst, zastanawiałem się, czy nie jest on wewnętrznie sprzeczny. Czy jego opublikowanie nie wpłynie na czyjeś działanie, mimo że deklaruję brak zaangażowania? Biorąc to pod uwagę, nigdy bym tego tekstu nie opublikował, gdyby nie stanowił on argumentu w dyskusji nad bardzo ważnym problemem. Chodzi o istnienie Boga i problem zła. Skoro Bóg jest doskonale dobrym Stworzycielem Świata, to dlaczego istnieje na tym świecie zło?

Wśród prób rozwiązania tego zagadnienia należy wyróżnić trzy:

  • zło jest odwrotną stroną dobra i jego istnienie jest koniecznością – konsekwencją istnienia dobra,

  • Bóg jedynie dopuszcza zło, które jest konsekwencją złych wyborów osób o wolnej woli,

  • Zło pełni rolę analogiczną do bólu w naszym organizmie – sumienie reagujące na zło wskazuje nam drogę ku Bogu.

Żadna z tych odpowiedzi nie jest zadowalająca. Przecież  Bóg doskonale dobry nie zawiera w sobie pierwiastka zła.  Wszechmocny mógł stworzyć człowieka, który korzystając ze swej wolnej woli, nie popełniałby grzechów i wyposażyć go w inną „busolę” prowadzącą do niego.

Zróbmy jednak pewien eksperyment myślowy. Niniejszy tekst zawiera pełen pasji  opis sytuacji w naszym kraju. Załóżmy jednak, że za chwilę będę umierał. Czy to, co opisałem będzie dla mnie nadal ważne? Liczy się wyłącznie to, jakim ja jestem człowiekiem. Skoro dla mnie w chwili zgonu całe zło tego świata traci na znaczeniu i przestaje istnieć, dlaczego mam sądzić, że istnieje ono z boskiej perspektywy? Przecież w Ewangelii zapisano wprost, że jedynie to, „co wychodzi z człowieka, to czyni go  nieczystym”

 

Chyba najczęściej spotykane objaśnienie problemu zła sprowadza się do stwierdzenia, że Bóg jedynie  (?) dopuszcza zło. Raczej nie można tego jednak uznać za "milczącą zgodę" o jakiej pisałem powyżej. To zgoda kogoś, kto nie jest w zmgania ze złem zupełnie zaangażowany i postrzega to zło jako całkowicie nieistotne i w tym sensie nie istniejące.

Nadal pozostaje pytanie o to, dlaczego akurat takie warunki istnienia człowieka Bóg stworzył. Jednak przyjmując powyższe rozumowanie, nie można tego pytania traktować jako argument przeciw istnieniu  wszechmocnego i doskonale dobrego Stworzyciela.

 

 

PS.

Rychły upadek III RP zwiastuje z jednej strony wzrost opresyjności, a z drugiej narastająca śmieszność.Na przykład Bronisław Komorowski zwołRadę Bezpieczeństwa Narodowego, by sprawdzić, czy jakieś zewnętrzne siły nie mieszają w sprawie Smoleńska. Wszystkie gazety opisywały  w tym  samym  czasie  mieszanie  niejakiego Zbigniewa  Brzezińskiego.  Widać Komorowski  nie tylko pisać po polsku nie umie, ale i z czytaniem ma problem.

 

 

PPS.

Wspomniany bloger GPS  usiłuje pogodzić liberalizm z chrześcijaństwem. Akurat dzisiaj opublikował tekst "Libertarianizm a chrzescijanstwo". Ma on taką samą wartość jak jego argumenty za karą śmierci i demaskowanie "pomyłek" w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Dla przykładu stwierdzenie, że zarówno w przypadku libertarianizmu jak i chrześcijaństwa "przynależność jest w pełni dobrowolna" jest pseudo-argumentem obarczonym błędem kategorialnym. Obecnie wstępowanie do wojska jest także dobrowolne. Czy z tego należy wnioskować, że wolność libertariańska jest taka sama jak wolność żołnierza w jednostce?